środa, 27 listopada 2013

Patrzę po to, by potwierdzić to, co już i tak wiem.

Dobry wieczór Moi Drodzy.

Długo zastanawiałam się od czego właściwie powinnam zacząć. I chyba faktycznie najlepiej będzie wprowadzić Was w psi świat od samego początku. Pies, pomimo że wciąż jeszcze uważany jest przez ludzi za istotę podrzędną, nieświadomego czworonoga kierującego się jedynie szeregiem instynktów, to tak naprawdę jest dużo mądrzejszy i bardziej podobny do człowieka, niźli mogłoby się wydawać. Ja nie mam i nigdy nie miałam problemu z odbieraniem psów jako istot myślących, przepełnionych emocjami, odczuciami. Za każdym razem kiedy spoglądam, choćby ukradkiem w psie oczy widzę niekłamaną inteligencję, głębokie i szczere emocje. Powoduje to, że jeszcze kilka lat temu co rusz zadawałam sobie pytanie co takiego siedzi Karmelkowi w głowie, co takiego myśli, co chciałby mi powiedzieć. (Choć czasami na pewno bywały i takie chwile, kiedy dla własnego dobra wolałabym tego nie wiedzieć. :-P )

Już przed blisko 2500 lat pewien grecki filozof Platon, o którym każdy z nas słyszał, mówił o psach w samych superlatywach. Uważał je za istoty "szlachetne" i "godne zachwytu". Co więcej, jawnie mówił o ich skłonnościach do uczenia się nowych rzeczy. W podobnym okresie w starożytnej Grecji nauczał inny, znany filozof Diogenes. On jako drugi mówił o wyjątkowości owych istot, o ich bogactwie moralnym i nieskalanej inteligencji. Dla podparcia swych słów nadał on sobie przydomek Cyon, czyli po prostu Pies. Na długie lata nasz współcześnie uwielbiany czworonóg stał się "uosobieniem" świadomości, emocjonalności i inteligencji. Drastyczne zmiany przyniósł jednak wiek XVII, odebrał on bowiem im ową nieskalaną pozycję w ludzkich umysłach. Głównych sprawcą tychże zmian był Kartezjusz, który głosił publicznie swój pogląd, jakoby pies był całkowicie pozbawioną uczuć i emocji, bezmyślną maszyną, działającą jedynie pod wpływem instynktów. Teoria ta była na tyle silna, a jej Ojciec na tyle rozpoznawany i doceniany, że dopiero po ponad 200 latach znalazł się ktoś, kto rozpoczął zażartą polemikę z jej przesłaniem. Był to Karol Darwin. Obok swojej Teorii Ewolucji Darwin głosił przekonanie, że człowiek nie posiada unikalnych możliwości umysłowych. Mówił on również o tym, że niższe ssaki od człowieka różnią się jedynie stopniem umysłowości, nie zaś jej rodzajem. Że takie cechy jak odwaga, ciekawość, pamięć oraz wszelkie emocje charakterystyczne jakoby do gatunku ludzkiego można również zaobserwować u istot niższych. Po latach badań okazuje się, że teoria Darwina, choć wówczas wydawała się... cóż... odrobinę ekstrawagancka, ma w sobie wiele prawdy. Współcześnie bowiem udowodniono między innymi podobieństwo między układem nerwowym człowieka i psa. Mówi się także o pewnych identycznych zasadach działania neuronów w mózgu jednego i drugiego. Niewielka okazuje się różnica w rozłożeniu kontrolerów poszczególnych czynności i zmysłów na półkulach mózgowych. Ostatnią naukową rewelacją, upowszechnioną przed laty przez Instytut Badań nad Genomem w Rockville, w Maryland jest informacja o blisko 75% zgodności kodów genetycznych obu tych istot. Na podstawie dawnych domysłów i teorii skorygowanych poprzez współcześnie liczne, szczegółowe badania naukowe upowszechniono zupełnie nowe stanowisko naukowców i psychologów w sprawie psiego spojrzenia na świat. Coraz głośniej mówi się o tym, że szereg psich zachowań jest zamierzony, wręcz celowy. Że pies, podobnie do człowieka posiada własną świadomość otaczającego go świata.

Dla nas - właścicieli psów, będących prawdziwymi pasjonatami - zupełnie jasnym jest fakt, że zdolności umysłu naszego najlepszego przyjaciela są niezbadane. Jak to powiedział kiedyś mój znajomy, notabene właściciel najpiękniejszego i najstarszego już chyba malamuta w Europie: "One są tak mądre, że w razie potrzeby potrafią udawać głupiego." Osobiście w pełni zgadzam się z tym poglądem. Im dłużej przyglądam się psom, im więcej ich poznaję, odnoszę wrażenie, że skrzętnie i niezwykle skutecznie wykorzystują fakt, że okręciły nas całkowicie wokół łapy.
Wracając do tematu - niezależnie od tego czy ludzie uznawać będą psią świadomość za teorię naukową czy za domniemanie zakochanych w tych istotach właścicieli, kilka faktów zostało udowodnionych. Po pierwsze psy na swój sposób rozumieją otaczający je świat i potrafią odbierać z niego najliczniejsze informacje. Szybko się uczą, posiadają pamięć, a co więcej potrafią rozwiązywać liczne problemy i zmieniać swoje zachowania w zależności od okoliczności. Niektóre z doświadczeń z okresu szczenięcego mogą wpływać na rozwój późniejszych psich zachowań. Każdy pies ma swój własny charakter, temperament, niektórzy mówią nawet o własnej osobowości. Każdy pies posiada umiejętność porozumiewania się z innym przedstawicielem swojego gatunku, a także w specyficzny sposób z człowiekiem. (O komunikacji psa z człowiekiem i człowieka z psem w innym poście - już niedługo.) Ale przede wszystkim i co najważniejsze PSY MAJĄ UCZUCIA. O uczuciach jednak i rozwoju emocjonalnym również jeszcze przeczytacie.
Dziś chciałabym opowiedzieć Wam nieco o tym jak pies widzi otoczenie, jak funkcjonuje jego wzrok. Ale po kolei. Biologicznie konstrukcja psiego oka jest podobna do naszej. Różnice pojawiają się na płaszczyźnie samego widzenia. Jak dobrze wiedzie, najlepiej rozwiniętym narządem zmysłu u zdrowego człowieka jest oko. W znacznie mniejszym stopniu zaś wzrok i słuch. U psa jest zupełnie na odwrót. Dla niego oko ma mniejsze znaczenie. Choć i tak w porównaniu do innych gatunków zwierząt psi wzrok nie jest taki zły. Psy należą do rodziny psowatych, które określane są czasami mianem "zwierząt mroku". Oznacza to, że najlepiej ich wzrok działa po zmroku. Wówczas są one znacznie pewniejsze niż ludzie, poruszają się z łatwością, bowiem widzą bardziej ostro, a przede wszystkim więcej. Wszelkie zależności związane z widzeniem psiego oka wynikają z jego specyficznej budowy. Czy przyglądaliście się kiedykolwiek psiej źrenicy? Zwróciliście uwagę na to jak znaczną powierzchnię oka zajmuje? Dzięki temu źrenica przechwytuje znacznie więcej światła. Nie ma jednak nic za darmo. Kosztem tego jest ostrość widzenia. Problem stanowi ona głównie w dzień, gdy światła jest aż nazbyt dużo. Wyobraźcie sobie, że patrzycie na świat przez rozciągniętą gazę lub oszronioną szybę. Nie trudno się domyślić, że widać wówczas jedynie zarysy przedmiotów lub ludzi, szczegóły zaś pozostają przez psiaka niezauważone. Najlepiej psy dostrzegają obiekty ruchome. Potrafią je zauważyć, a nawet rozpoznać z odległości blisko 1,5 kilometra. Gdy jednak obiekt, np. właściciel znajduje się w odległości 900 metrów, lecz stoi całkowicie nieruchomo pozostanie nie tylko nierozpoznany, ale w ogóle niezauważony. Co ciekawe, pies posiada zdolność rozpoznawania swojego właściciela po samym sposobie poruszania lub po typowym dla nas gadżecie - kapeluszu lub czapce. Nim dostrzeże nasze rysy będzie wiedział, że to właśnie my.

Ciekawostką jest jeszcze panoramiczny obraz świata. Pole widzenia człowieka wynosi 200 stopni, psa średnio 270. Wiadomym jest, że pole to zależy od kształtu głowy, czyli w większości przypadków od rasy. Psy takich ras jak pekińczyki czy Shi-Tzu, o krótkiej kufie (przednia część pyszczka) i zaokrąglonej czaszce mają mniejsze pole widzenia, niż psy o kufie wydłużonej. Dzięki takiej budowie pies biegnący przed siebie na spacerze zawsze wie, że wleczemy się gdzieś za nim. Nie musi nawet odwracać się w naszym kierunku.

Ostatnią rzeczą, którą jeszcze chciałabym Wam przybliżyć jest kwestia psiego widzenia barw. Spekulacje na ten temat wśród laików nie mają końca, a wizje i teorie jakie miałam okazję słyszeć od znajomych przechodzą ludzkie pojęcie. Dlatego moi kochani, skupcie się przez chwilę. Po pierwsze - pies widzi :-) Po drugie i po trzecie za razem - pies widzi w kolorach. Myślę, że rozwinięcie, które za moment przedstawię zainteresuje nie jednego psiarza. Pies widzi świat w kolorach, jednak paleta barw, które rozróżnia jego oko nie jest tak szeroka jak nasza. Ponadto kolory nie są aż tak głębokie, żywe. Z czego to wynika? Za postrzeganie barw odpowiedzialne są twory nazywane biologicznie czopkami. Człowiek posiada ich znacznie więcej - nie tylko w kategorii rodzajów, ale i ilości. U psa występują jedynie dwa rodzaje czopków. Jeden reaguje na kolor niebieski, drugi zaś na odcienie żółci. Ze względu na to pies jest znacznie mniej wrażliwy na kolor czerwony i jemu pokrewne. I tak na przykład, gdy na niebie pojawia się tęcza człowiek widzi ją mniej więcej tak: fioletowy, błękitny, zielony, żółty, pomarańczowy i czerwony. No chyba, że na tęczę spojrzy mężczyzna, wówczas mogą pojawić się pewne drobne nieścisłości ;-) Nasze kochane szkraby natomiast widzą ją następująco: Ciemny niebieski, jasny niebieski, szary, jasny żółty, ciemny żółty (względnie odcień brązu) i ciemny szary (grafitowy). Dlaczego postanowiłam o tym dopowiedzieć? Bowiem dzięki tej wiedzy zdałam sobie niegdyś sprawę z tego jak wielkie błędy popełniają producenci psich zabawek dobierając ich barwy. W drugiej kolejności zaś jak rażące błędy popełniamy my - właściciele, wybierając rzekomo odpowiednie zabawki w sklepach. Bowiem na podstawie zamieszczonego powyżej opisu, zastanówmy się jak można kupić psu pomarańczową piłkę. Jeżeli dla psa kolor pomarańczowy nie różni się niczym od bladych odcieni żółci, w słoneczny dzień w trawie piłka o tej barwie może pozostać niedostrzeżona. Jeśli zatem chcecie, żeby Wasz pies na spacerze bawił się równie dobrze jak Wy, a nawet lepiej przy wyborze zabawki zastanówcie się dobrze. Najlepsza kombinacja barw to, jak się łatwo domyślić niebieski i żółty. Zwłaszcza na śniegu. Bowiem same barwy nie są aż tak ważne jak kontrast między nimi. Na trawie w parku najlepiej sprawdzą się zabawki z dużymi niebiesko-białymi plamami. Jeśli zastanawiacie się nad zakupem latającego talerzyka wówczas musicie wziąć pod uwagę kontrast z barwą nieba. To jedyny moment kiedy kolor czerwony lub pomarańczowy spełnią swoje zadanie bezbłędnie.

Pamiętajcie jednak Kochani, że psy patrzą po to, aby potwierdzić to, co już i tak wiedzą.

Cóż... Na dziś koniec.
Dopsianoc :-)




wtorek, 26 listopada 2013

Na dobry początek opowiem Wam o nas.

Moi drodzy,

po pierwsze chciałabym przedstawić Wam istotkę, która popchnęła mnie do założenia tego bloga. Nie ukrywam, że nie jestem największą fanką elektroniki i internetu, jednak cóż... Trzeba iść z duchem czasu, by nie okazało się, że jest się współczesnym eksponatem muzealnym. Tak więc pewnego jesiennego poranka, kiedy piłam sobie w spokoju kawę i zajadałam się świeżo upieczonymi rogalikami (radosną twórczością mojego przyszłego męża) doszłam do wniosku, że miłość, pasja i wiedza dopóki skrywane są w sobie, dopóty są niczym. Każda z nich przede wszystkim musi istnieć, musi być namacalna, aby dawała poczucie spełnienia. Dlatego też postanowiłam zacząć dzielić się z Wami moją największą miłością, pasją i powiększaną z dnia na dzień wiedzą. Nie liczę na tłumy czytelników. Liczę jedynie na to, że może pewnego dnia, któreś z moich słów odmieni czyjeś życie. Obudzi od lat skrywaną pasję, odkurzy ukryte w najdalszych zakamarkach pragnienia. A może po prostu, pewnego zimowego dnia jakiś mały, niekochany dotychczas kundelek znajdzie wymarzony dom. A może po prostu Pan lub Pani pogłaszcze go o jeden raz więcej, o jeden raz więcej rzuci piłkę... Czasami wystarczy jeden uśmiech, by rozjaśniło się czyjeś życie. 
Ale wracając do tematu. Chciałabym przedstawić Wam mojego ukochanego synusia. Wiem, że nie jest to do końca normalne, by mówić tak o zwierzęciu. Jednak jest wiele innych, dużo bardziej szkodliwych zboczeń na świecie od tego, że ktoś powie do psa "synuś". Nigdy nie zapomnę naszego pierwszego spotkania. Kiedy przeprowadziliśmy się z chłopakiem (już narzeczonym:-)) do nowego miasta poczułam, że czegoś mi tam brakuje. Od dziecka wychowywałam się z psami. Nie było momentu, by w moim rodzinnych domu nie było choć jednego machającego ogona. Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca. Aż pewnego dnia postanowiłam, że znajdę nam psa. Tak, właśnie. JA postanowiłam. I bardzo szybko zostałam sprowadzona na ziemię. Że spacery, że odpowiedzialność, że czas, że że że... Przez kilka dni nie wracaliśmy do tematu. To znaczy E. nie wracał. Ja nie potrafiłam o tym nie myśleć. O tym jak cudownym uczuciem jest zobaczyć po powrocie do domu tą parę szczęśliwych oczy, machający ogon. Jak wspaniałym jest dostać porządnego "buziaka" prosto w usta, kiedy tylko człowiek  się nachyli by zdjąć buty. Przed te kilka dni każdy wieczór spędzałam przy komputerze przeglądając setki ogłoszeń o oddaniu/sprzedaży psa. I znalazłam. Zdjęcie, które mnie całkowicie urzekło. Niestety, nie mam go już. Po sformatowaniu komputera zginęło bezpowrotnie. Była na nim taka mała, puchata, brązowo czarna kulka z oczkami jak węgielki. O niebo mniejsza od swoich braci. Napisałam wiadomość do właścicielki. Odpisała, że to ostatni piesek. Że nikt go nie chce, bo jest malutki, wygląda dziwacznie, jest bardzo bojaźliwy, że bracia się nad nim odrobinkę "znęcali". Pokochałam go od pierwszego wejrzenia. Co ciekawe, E. również. Zaangażowaliśmy dwóch kolegów, by zawieźli nas do Poznania po tego rozkosznego maluszka. Po drodze przeżywałam katusze wierzcie mi. Obydwaj bowiem uznali, że żarty na temat wszelkim możliwych potraw, które da się zrobić z malutkiego pekińczyka są najśmieszniejsze na świecie. I tak powstały propozycje psich udek po pekińsku, pekińczyka w sosie własnym, itp. Bawili się w najlepsze. Jak to faceci. Kiedy wieczorem dojechaliśmy pod niewielki domek jednorodzinny siedziałam już jak na szpilkach. Wypadłam z samochody, pobiegłam pod drzwi, przywitałam się ze starszym małżeństwem i wtedy je zobaczyłam. Mamę Shi-Tzu i tatę Pekińczyka. Każde inne, każde piękne. Zapytałam o moje przyszłe maleństwo. Po chwili usłyszałam delikatne skrobanie pazurków na schodach. Moim oczom ukazała się najpiękniejsza pokraka jaką w życiu widziałam. To była miłość. Od pierwszego wejrzenia. Możecie się śmiać, ale nigdy wcześniej żadnej inny pies nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak ta mała żaba. Był taki maleńki, taki bezbronny, cały pokryty buro czarnymi loczkami. Ledwie chodził, dopiero skończył 8 tygodni, ale i tak był najmniejszym 8-tygodniowym pekińczykiem (w sumie mieszanką) jakiego widziałam. Całą drogę powrotną spał to mi to E. na rękach. Przez chwilę nawet, gdy już poczuł się pewniej siedział na kolanach naszemu kierowcy, który - przypomnę - jeszcze kilka godzin wcześniej chciał go przerobić na potrawkę. Notabene, kolega okazał się równie wielkim psiarzem jak i my. Kiedy przyjechaliśmy do domu położyłam maleństwo w legowisku, gdzie przytulony do mojego kapcia momentalnie zasnął. Jak się potem dowiedziałam - ja również. Na podłodze, z głową przy legowisku. 

Tak więc poznajcie Karmelka - moją inspirację, mojego najlepszego przyjaciela. Tak wyglądał mając około 12 tygodni.

To zdjęcie niestety jest dość kiepskiej jakości. Wykonane na wiosnę, kiedy Karmelek już nieco podrósł. Miał chyba 5 miesięcy. Ale barwy jeszcze te same.

A tak wygląda teraz. Zmienił się nie do poznania. Tu akurat mina jest typowo zabawowa, na co dzień ma bardziej normalny wyraz pyszczka.

Pomimo takiego wstępu nie będzie to blog stricte o nim. Chciałam tylko, abyście mniej więcej zorientowali się kto spowodował, że moje życie zrobiło gwałtowny zwrot, co najmniej o 180 stopni. 

Od kiedy Karmelek u nas zamieszkał zaczęłam interesować się jego życiem, jego zachowaniami, zdrowiem, przyzwyczajeniami. W sumie wszystkim co tylko jakkolwiek wiązało się z nim. Dzięki niemu zaczęłam wiele czytać o psach. Byłam wówczas na trzecim roku studiów, gdy podjęłam decyzję, że to nie jest to co chcę w życiu robić. Że nie chcę pracować z ludźmi, nie chcę oglądać ich dzień w dzień, spełniać ich próśb, szukać rozwiązań problemów, które suma summarum i tak nie mają żadnego, większego znaczenia. Skończyłam studia, obroniłam pracę i całkowicie zmieniłam tor. Postanowiłam zrobić coś nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla tych zwierząt. Postanowiłam, że nauczę się jak pomagać psom z chorobami stawów, mięśni, jak wykonywać masaż leczniczy czy rekreacyjny. Że nauczę się jak poprawie się z nimi komunikować, jak walczyć z ich strachem, stresem czy agresją. To właśnie robię. Uczę się jak dać im nie tylko szansę na dłuższe życie, na odzyskanie zdrowia, ale przede wszystkim na to by były przez ludzi kochane i rozumiane. Bo dopiero pełne zrozumienie, poparte wiedzą i licznymi doświadczeniami pozwala na nawiązanie prawdziwie głębokiej więzi do końca życia. 

Będę pisać o tym co wiem, czego się uczę, co odkrywam. Będę dzielić się z Wami ciekawostkami, doświadczeniami, przeżyciami. Postaram się również odpowiadać na Wasze pytania. Pragnę dzielić się swoją pasją na bieżąco, bowiem wiem już z doświadczenia, że szczęśliwy pies to pełnia naszego sukcesu.